Pomyślmy jakby mógł wyglądać wymarzony poranek naszej córeczki.
Na początek dobrze jest wypić mleczko, oczywiście nie za dużo, ale już same kroki taty na schodach są powodem do radości. Później dobrze byłoby się ubrać. Ubieranie jest fajnie, a z ubrań najfajniejsze są sweterki. Są one takie fajnie, że jeżeli w zasięgu wzroku znajdą się dwa sweterki, nic nie stoi na przeszkodzie, aby założyć oba! A niech mi spróbuje rodzic zdjąć który, ja mu pokaże i się rozpłaczę rzewnymi łzami.
Ubrana mogę udać się na korytarz i zakręcić w lewo. Tutaj stajemy przed wielkim dylemat. Możemy zakręcić w lewo, żeby udać się do jednego z najwspanialszych miejsc na świecie — pokoju Tymka. Tam tyle fajnych rzeczy, przede wszystkim klocki Lego. Im mniejsze tym lepsze. Są też samochody i garaż na który nie pozwalają mi się wspinać. Mogę za to sobie wejść na łózko brata i tam sobie porządzić (często można tam znaleźć klocki Lego, albo przynajmniej jakieś papiery). Poza tym mogę tam spotkać mojego pluszowego, niebiesko-fioletowego przyjaciela jak on się nazywa Sulley Monster i go trochę przytulić.
Jednak na korytarzu mam inny wybór. Mogę pójść prosto, do łazienki, stanąć przy wannie i dać znać, że czasu wyszorować zęby. Tylko, żeby rodzice nie kręcili i nie starali mi się dać szczoteczki bez pasty! Bo bez pasty to ja zębów nie myję!
Od pewnego czasu Nelusia coraz pewniej czuje się na dwóch kończynach. Nie od razu padała na pupę, żeby doraczkować do celu, ale, oczywiście z pomocą rodziców, albo mebli, docierała do pobliskich celów na nogach. Dzisiaj udało się jej przejść z metr o własnych siła a minę po tym miałą zadowoloną ;)